Rozdział 2 – "Powrót i pytania"
Drugi semestr w Hogwarcie zaczął się tak, jak zawsze zaczynał się luty – szarym, mokrym i pełnym wilgoci, która zdawała się wżerać w kamienne ściany. Większość uczniów wróciła z ferii objuczeni prezentami, plotkami i wspomnieniami rodzinnych kominków. Tom Riddle wrócił z sierocińca, z pustymi rękami, zaciśniętymi ustami i aurą, która sprawiała, że nawet starsi uczniowie omijali go szerszym łukiem na korytarzach. Ingrid Austen wróciła z mugolskiego centrum rehabilitacji w Londynie, gdzie przez cały styczeń uczyła się metody Testa Lovetta – ćwiczeń proprioceptywnych, mobilizacji stawów i technik, które magowie uznaliby za prymitywne, gdyby w ogóle o nich wiedzieli.
W sali wspólnej Slytherinu panował znajomy, duszny chłód. Zielone lampy rzucały blade, falujące światło na czarne kamienie. W kominku tliły się węgle, które nigdy nie dawały prawdziwego ciepła – tylko iluzję. Powietrze pachniało wilgocią, starym pergaminem i lekkim metalicznym posmakiem zaklęć, które ktoś niedawno rzucał w kącie.
Ingrid weszła pierwsza. Zobaczyła go od razu – siedział w swoim ulubionym fotelu przy wysokim oknie wychodzącym na jezioro. Noga przerzucona przez poręcz, stary, pożółkły tom na kolanach, palce leniwie przesuwające się po krawędzi stron. Nawet nie drgnął, kiedy przeszła obok, choć na pewno ją usłyszał.
Zatrzymała się pięć kroków dalej.
– Cześć, Tom.
Cisza. Tylko szelest przewracanej kartki.
Westchnęła cicho, prawie niesłyszalnie, i podeszła bliżej. Stanęła dokładnie naprzeciwko, blokując mu światło zielonej lampy wiszącej nad głową.
– Tom.
Dopiero wtedy uniósł wzrok. Powoli. Bardzo powoli. Spojrzenie było jak cienki, zimny nóż – wbijało się i nie puszczało.
– Co? – rzucił krótko, jakby sama jej obecność była drobną niedogodnością.
– Wróciłam. Chciałam się przywitać.
Przez sekundę patrzył na nią tak, jakby oceniał, czy w ogóle warto marnować na to energię. W końcu skinął głową – minimalny, niemal pogardliwy gest – i wrócił do książki.
To zabolało bardziej, niż chciała przyznać nawet przed samą sobą. Ale Ingrid już dawno nauczyła się chować ból głęboko, tam gdzie nikt – nawet on – nie mógł go dosięgnąć.
Z tyłu, w cieniu wysokiego regału z zakazanymi księgami, Bellatriks Black siedziała skulona na poduszce. Kolana miała podciągnięte pod brodę, palce wbite w okładkę „Najnowszych zaklęć ofensywnych” tak mocno, że pergamin trzeszczał. Obserwowała całą scenę ukradkiem, z mieszaniną zazdrości i rezygnacji. Kochała Toma od pierwszego roku – skrycie, rozpaczliwie, bez cienia nadziei. Wiedziała, że nigdy nie spojrzy na nią tak, jak patrzy czasem na Ingrid – nawet jeśli to spojrzenie jest lodowate. Więc tylko patrzyła. I milczała. I zaciskała zęby.
Kilka dni wcześniej, jeszcze przed feriami, Ingrid podsłuchała rozmowę Toma z Antoninem Dołohowem. Tom – on, który nigdy nie miał „dziecinnych” zachcianek – nagle powiedział cicho, prawie z irytacją:
– Mam ochotę na piwo kremowe.
Antonin wzruszył ramionami.
– Skąd mam wiedzieć, gdzie to kupić? W Hogsmeade nie mają.
Tom prychnął i tyle. Ale Ingrid zapamiętała. Wiedziała, gdzie takie piwo można zdobyć – w małej, mugolskiej cukierni niedaleko King’s Cross, która czasem zaopatrywała się w zapasy.
Wieczorem, kiedy w sali wspólnej zostało już tylko kilka osób, wstała nagle i ruszyła w stronę wyjścia.
– Gdzie biegniesz? – rzucił za nią Tom, nie podnosząc wzroku znad pergaminu.
– Zaraz wrócę. Mam coś dla ciebie.
Nie zatrzymała się. Dziesięć minut później była z powrotem. Miała ze sobą dwie butelki piwa kremowego w dłoniach. Były zimne, z lekką mgiełką na szkle.
Postawiła je przed nim na stole bez słowa.
Tom uniósł głowę. Tym razem naprawdę uniósł. Oczy zwęziły mu się niebezpiecznie.
– Skąd to masz?
Głos cichy, podejrzliwy, z nutą groźby.
Ingrid wytrzymała spojrzenie.
– Lepiej nie pytaj. Po prostu pij, skoro miałeś ochotę.
Uśmiechnęła się lekko – nie prowokująco, tylko spokojnie – i usiadła po drugiej stronie stołu. Przez moment rozważała, czy nie zrobić czegoś bardziej ryzykownego. Ale wyczuła, że dziś każdy fałszywy ruch skończyłby się Cruciatusem. Otworzyła więc książkę i zaczęła pisać esej z eliksirów.
Tom nie tknął butelek od razu. Patrzył na nią jeszcze długą chwilę, jakby szukał w jej twarzy kłamstwa. W końcu wziął jedną butelkę i napił się powoli, nie spuszczając z niej wzroku.
W komnacie zrobiło się głośniej. Augustus Rookwood – zawsze zbyt pewny siebie – wyzwał Toma na „ćwiczebny pojedynek”. Tom zgodził się z leniwym, prawie znudzonym uśmiechem. Po niecałych dwóch minutach Rookwood leżał na podłodze, wijąc się w milczeniu – Cruciatus trafił idealnie, precyzyjnie, bez zbędnego okrucieństwa.
– Dość – powiedział Tom spokojnie, jakby komentował pogodę.
Rookwood skinął głową, blady jak ściana, i wycofał się w kąt.
Wtedy do akcji wkroczyła Bellatriks. Rzuciła Expelliarmus tak szybko, że różdżka Toma poleciała w bok i potoczyła się po kamiennej posadzce.
Bella spojrzała na niego triumfalnie, oczy jej błyszczały.
– Enervate – rzuciła cicho, przyklękając obok.
Tom otworzył oczy. Spojrzał na nią z góry – zimno, lekceważąco, jakby była natrętnym owadem.
– Czy tego cię uczyłem?
Głos miał bardzo cichy. Bardzo niebezpieczny.
Bella zbladła.
– Chciałam tylko… zobaczyć, czy mi się uda.
Wstał powoli.
Bella poderwała się i uciekła w stronę dormitorium dziewcząt, potykając się o własną szatę.
Tom ruszył za nią bez pośpiechu.
Kilka sekund później z korytarza dobiegły stłumione, urywane krzyki. Potem cisza. Długa, ciężka cisza.
Ingrid westchnęła pod nosem.
„Czy on naprawdę musi rzucać Cruciatus na wszystkich bez przerwy? Nie pozwala mi się skupić, a mam jutro oddać esej Slughornowi… i jeszcze ten test z transmutacji…”
Było już dobrze po północy. Większość osób dawno poszła spać. Ingrid złożyła pergaminy, zamknęła książkę i zaczęła wstawać z fotela.
Nagle czyjeś dłonie położyły się na jej ramionach – mocno, nieproszone. Nie były delikatne.
– Och… – wyszeptała, odwracając się gwałtownie.
Tom stał tuż za nią. Wysoki, nieruchomy, oczy utkwione miał w ciemności.
– Myślałam, że śpisz.
– Jak widzisz, nie śpię – mruknął. – I nie chcę, żebyś teraz szła spać.
Nie podniósł jej. Nie wziął na ręce. Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął do większego fotela przy kominku. Sam usiadł pierwszy, a ją zmusił, żeby stanęła przed nim – blisko, ale nie za blisko. Trzymał jej nadgarstek w żelaznym uścisku, tak, że poczuła drętwienie w palcach u ręki
– Chciałem się z tobą przywitać – powiedział cicho, ale w tym powitaniu nie było nic ciepłego. Tylko kontrola.
Jego palce zacisnęły się mocniej – nie na tyle, żeby zostawić siniak, ale wystarczająco, żeby poczuła, kto tu decyduje.
– A teraz odpowiesz mi na kilka pytań.
Ton brzmiał łagodnie, lecz tylko pozornie. Pod spodem usłyszeć było można stal i coś jeszcze gorszego.
– Jak się czujesz? Jak spędziłaś ferie?
Westchnęła ciężko.
– Bardzo aktywnie. W ferie byłam na kursie fizjoterapii. Poznałam Test Lovetta, ćwiczenia proprioceptywne, mobilizacje stawów, techniki oddechowe…
– Daruj sobie szczegóły – przerwał ostro, prawie ze złością.
– Sam chciałeś, żebym powiedziała – odparła spokojnie, patrząc mu prosto w oczy. – A ty? Jak spędziłeś ferie?
Milczał dłuższą chwilę. Potem powiedział bardzo cicho, prawie szeptem – ale każdy sylaba była jak ostrze:
– Cudownie. Ekstremalnie. W zamknięciu. W tym cholernym sierocińcu. – Zacisnął palce na jej nadgarstku tak mocno, że aż zabolało. – Jak dorosnę, powykańczam ich wszystkich. Jednego po drugim.
Ingrid zamarła. Poczuła, jak serce uderza jej szybciej.
– Przepraszam… nie chciałam…
Chciała się cofnąć, ale on nie puścił. Pociągnął ją bliżej – tak, że prawie dotykała kolanami jego nóg.
Spojrzała mu w oczy – najpierw zaskoczona, potem wyzywająco. Nie spuściła wzroku.
Była chyba jedyną osobą w całym Hogwarcie, która potrafiła tak na niego patrzeć i nie czuć zażenowania.
Tom pochylił się lekko, wciąż trzymając ją za nadgarstek. Jego głos obniżył się do szeptu:
– Chciałbym wiedzieć… to chyba ostatnie pytanie na dzisiaj. Co przede mną ukrywasz, Ingrid?
Cisza.
Było słychać tylko trzask ognia w kominku.
A jej piwne oczy zrobiły się nagle bardzo poważne i bardzo czujne.
Było coś jeszcze, jego spojrzenie – które obiecywało, że jeśli skłamie, dowie się o tym. I że konsekwencje będą… interesujące.