Rozdział 19 – złość.

ROZDZIAŁ XIX
Złość
Draco nadal milczał.
Narcyza stała pomiędzy nim a Trixie, jakby własnym ciałem mogła zatrzymać kłótnię, zanim przerodzi się w coś gorszego. Nie była jednak w stanie zasłonić syna przed tym, co dziewczyna słyszała w jego oddechu. Nie zaskoczyło go pytanie. Nie próbował się dowiedzieć, skąd się wzięło ani dlaczego kuzynka właśnie teraz uznała je za tak ważne. Od pierwszej chwili wiedział, o czym mówiła.
Wiedział również, że nie miał odpowiedzi, która pozwoliłaby mu wyjść z tej rozmowy bez przyznania się do czegoś niewygodnego.
— Pytałam cię, dlaczego przez pięć lat nikomu o mnie nie powiedziałeś — przypomniała Trixie. Jej ręce nadal pozostawały opuszczone, ale palce zaciskały się coraz mocniej. — Nie zamierzam odejść, dopóki mi nie odpowiesz.
Draco przesunął stopę obok kufra. Skórzana podeszwa otarła się o marmurową posadzkę.
— Potter nie jest osobą, której opowiadam o rodzinie.
— Nie pytam wyłącznie o Pottera. On po prostu uświadomił mi, że nie wiedział niczego. Nie wiedział, że mama ma córkę, że wychowywałam się w tym domu ani że w ogóle istnieję. Gdybyś wspomniał o mnie choć raz przy kimkolwiek ze Slytherinu, jakaś informacja w końcu dotarłaby również do niego.
Draco prychnął, lecz wymuszona obojętność nie pasowała do przyspieszającego oddechu.
— Rozmawiałaś z nim przez kilka minut w środku bitwy. Na tej podstawie postanowiłaś osądzić wszystko, co mówiłem przez pięć lat?
— Nie musiałam niczego osądzać. Był szczerze zaskoczony. Nie udawał i nie próbował mnie sprowokować. Po prostu po raz pierwszy usłyszał, że istnieję.
— I co to zmienia?
Narcyza zwróciła się ku synowi.
— Przestań odpowiadać pytaniem. Doskonale wiesz, że nie chodzi jej o zainteresowanie Pottera. Powiedz, dlaczego milczałeś.
Draco poruszył ramionami, próbując strząsnąć jej dłoń, zanim jeszcze zdążyła go dotknąć.
— Nie miałem powodu opowiadać obcym ludziom o wszystkim, co dzieje się w naszym domu.
Trixie zrobiła krok naprzód, a ciotka natychmiast przesunęła się razem z nią.
— Pansy Parkinson nie jest dla ciebie obca. Crabbe i Goyle również nie. Opowiadałeś im o majątku, rodzie Blacków, stanowisku ojca i każdym krewnym, którego nazwisko mogło zrobić na kimś wrażenie. Dlaczego tylko ja okazałam się częścią rodziny, o której należało milczeć?
— Nie chodziłaś do Hogwartu.
— No i co z tego? Ludzie spoza twojej szkoły przestają dla ciebie istnieć? Przez pięć lat mieszkałam w tym samym domu, do którego wracałeś na każde wakacje, a mimo to w Hogwarcie nie wypowiedziałeś nawet mojego imienia!
Ostatnie słowa niemal wykrzyczała. Draco odsunął się od kufra, wyraźnie rozdrażniony tym, że nie pozwalała mu zakończyć rozmowy pierwszą wymówką.
— W takim razie sama już sobie odpowiedziałaś. Nie mówiłem o tobie. Nie rozumiem, po co urządzasz przesłuchanie, skoro właśnie to chciałaś usłyszeć.
Narcyza zacisnęła palce na jego ramieniu.
— Ona nie pyta, czy milczałeś. Pyta, dlaczego.
— Nie muszę tłumaczyć każdej decyzji, którą podjąłem w Hogwarcie.
— Nie każdej. Tylko tej, która dotyczyła jej.
Draco gwałtownie odwrócił się ku matce.
— A ona tłumaczyła mi swoje decyzje? Kiedy zaczęła znikać z Durmstrangu i przyjeżdżać tutaj na spotkania z Czarnym Panem, nikt nawet nie uznał, że powinienem o tym wiedzieć. Później wróciła ze Znakiem i kolejnymi sekretami, a teraz całe Ministerstwo widziało ją przy Voldemorcie i ciotce Belli. Może dobrze zrobiłem, że nie opowiadałem wszystkim, iż mieszkamy pod jednym dachem.
Trixie ruszyła ku niemu, lecz Narcyza zatrzymała ją ręką opartą o pierś.
— Nie próbuj do niego podejść w takim stanie.
— W jakim stanie? Wściekłym? Masz zamiar mi tego zabronić?
— Zamierzam nie dopuścić do tego, żebyś zrobiła coś, czego później nie cofniesz.
Trixie zaśmiała się bez rozbawienia.
— Nic nie zrobiłam nawet Potterowi. Powiedziałam mu kilka słów, które zabolały. Świat się od tego nie skończył.
— Dobrze wiedziałaś, gdzie uderzasz — odpowiedziała Narcyza. — To, że nie użyłaś różdżki, nie czyni tego niewinnym.
Draco nie przepuścił okazji.
— Teraz wszyscy muszą uważać na każde zdanie. Trixie otrzymała Mroczny Znak i natychmiast uznała, że cały dom powinien się zastanawiać, czy przypadkiem jej nie urazi.
— Nie powiedziałam, że jestem najważniejsza!
— Nie musiałaś. Od chwili, gdy twoi rodzice uciekli z Azkabanu, każda rozmowa prędzej czy później zaczyna dotyczyć ciebie.
— Zamilcz — rozkazała.
Na schodach rozległy się szybkie, choć wciąż nieco nierówne kroki. Trixie rozpoznała matkę, zanim Bellatrix dotarła do holu. Po karze, którą zadał jej Voldemort nadal poruszała się ostrożniej, lecz w jej głosie nie pozostał żaden ślad słabości.
— Uważaj, jak mówisz o mojej córce.
Draco zesztywniał. Zdradziło go gwałtowne zatrzymanie oddechu.
— Nie powiedziałem niczego nieprawdziwego, ciociu.
Bellatrix zeszła z ostatniego stopnia i zatrzymała się obok Trixie. Nie wyciągnęła różdżki, ale sam sposób, w jaki stanęła, sprawił, że Narcyza mocniej przytrzymała syna.
— Prawda wypowiedziana odpowiednim tonem może być zniewagą — powiedziała. — A ty właśnie bardzo starasz się sprawdzić, ile jestem gotowa ci wybaczyć.
Trixie nie odwróciła się ku matce. Nadal całą uwagę skupiała na kuzynie.
— Dlaczego nikomu o mnie nie powiedziałeś?
— Bo nie było takiej potrzeby.
— Nie było potrzeby wspominać, że masz kuzynkę?
— Nie miałem obowiązku przedstawiać wszystkim pełnego drzewa genealogicznego.
— Jesteś bezczelny. Gdy nazwisko któregoś z krewnych mogło dodać ci znaczenia, potrafiłeś opowiadać o nim bez końca. Mnie pomijałeś za każdym razem.
Draco wypuścił powietrze.
— O rodzie Blacków, wpływach ojca i dawnych rodzinach można było rozmawiać bez wyjaśniania wszystkiego od początku. Ludzie rozumieli, co te nazwiska oznaczały.
Trixie znieruchomiała.
— A mnie by nie zrozumieli?
W jej głosie pojawiła się nuta tak niebezpiecznie spokojna, że Draco natychmiast pojął własny błąd.
— Nie o to mi chodziło.
— W takim razie wyjaśnij, zanim sama zdecyduję, co miałeś na myśli.
Narcyza ponownie próbowała przerwać rozmowę. Przypomniała, że jej syn dopiero wrócił do domu po wiadomości o pojmaniu Lucjusza. Nie zdążył nawet przenieść kufra na górę ani naprawdę zrozumieć, co się wydarzyło.
Trixie odwróciła się ku niej.
— Mój ojciec również został pojmany. Tylko że wszyscy zachowują się tak, jakby wyłącznie Lucjusza zabrano rodzinie. Rudolf odzyskał wolność po czternastu latach, a ja miałam go przez pięć miesięcy. Nie zamierzam odkładać tej rozmowy dlatego, że ból Dracona jest dla ciebie łatwiejszy do zauważenia niż mój.
— Nie powiedziałam, że cierpisz mniej.
— Nie musiałaś. Od chwili, gdy wyszłam z biblioteki, stoisz pomiędzy nami i próbujesz osłonić go przede mną.
— Bo wyglądasz, jakbyś chciała rzucić się na niego.
Trixie uniosła brwi.
— Przecież nie zabiję twojego syna. Możesz przynajmniej przestać zachowywać się tak, jakby jedno nieostrożne słowo miało zakończyć się pogrzebem.
Draco prychnął.
— Jakże uspokajające. Kuzynka z Mrocznym Znakiem łaskawie zapewnia, że dziś nikogo nie zabije.
Bellatrix uniosła różdżkę. Drewno przecięło powietrze z krótkim świstem.
— Powiedz jeszcze jedno słowo takim tonem, a przekonasz się, jak mało cierpliwości mi zostało.
— Mamo, schowaj różdżkę — poleciła Trixie. — To moja rozmowa.
— On cię obraża.
— Robił to wcześniej i jakoś przeżyłam.
Draco odsunął kufer nogą, jakby chciał zapewnić sobie więcej miejsca.
— Nie obrażam jej. Próbuję zrozumieć, dlaczego nagle tak bardzo obchodzi ją opinia Pottera. Zobaczyła go raz i już roztrząsa, co o niej wiedział. Może spodobało ci się, że słynny Harry Potter zwrócił na ciebie uwagę?
Gorąco uderzyło Trixie w twarz. Nie dlatego, że Draco trafił w prawdę, lecz dlatego, że dotknął niepokoju, którego sama jeszcze nie potrafiła nazwać.
Bellatrix roześmiała się pogardliwie.
— Potter nie jest wart ani jednej chwili jej uwagi.
Chciała ją obronić. W jej głosie brzmiały wyłącznie duma z córki i pogarda wobec Harry’ego, a mimo to zdanie trafiło w ranę, która przez ostatnie dni zaczęła jątrzyć się na nowo. Dumbledore nie przyjął Trixie do Hogwartu z powodu niepełnosprawności wzroku. Durmstrang zamknął przed nią drzwi z powodu Mrocznego Znaku. Draco przez pięć lat nie wypowiadał jej imienia w szkole.
Nie chciała, by ktokolwiek ponownie decydował, czyja uwaga była dla niej odpowiednia ani komu wolno było o niej wiedzieć.
Nie odpowiedziała matce. Ponownie zwróciła się ku Draconowi.
— Przestań uciekać w Pottera. Wyjaśnij, dlaczego milczałeś.
Kuzyn nie odzywał się wystarczająco długo, by cisza stała się przyznaniem do winy. W końcu zaczął mówić szybciej, jakby od lat nosił w sobie gotowe odpowiedzi, lecz nigdy nie zamierzał wypowiedzieć ich przy Trixie.
Nie chciał pytań. Pansy natychmiast zainteresowałaby się tym, dlaczego córka Bellatrix Lestrange mieszkała w Malfoy Manor i dlaczego nie uczęszczała do Hogwartu. Crabbe i Goyle gapiliby się na nią podczas pierwszej wizyty. Inni uczniowie pytaliby, czy niewidoma dziewczyna potrzebowała pomocy przy jedzeniu, ubieraniu się i chodzeniu po domu, czy potrafiła czytać, czy spała sama i czy Narcyza musiała prowadzić ją za rękę.
Potter wykorzystywałby jej istnienie podczas każdej kłótni, a Weasleyowie zrobiliby z niej kolejny dowód na to, że rodzina Malfoyów była dziwna albo niebezpieczna.
— Nie chciałem tego słuchać — zakończył. — Nie chciałem spędzać każdego dnia na odpowiadaniu za ciekawość ludzi, którzy nie mieli prawa pytać o nasze życie.
Trixie stała nieruchomo, a w pomieszczeniu przez dobrą minutę było słychać ciszę.
— Uznałeś więc, że najłatwiej będzie udawać, że mnie nie ma? – odezwała się po chwili
— Nie udawałem. Po prostu nie omawiałem prywatnych spraw rodziny w dormitorium.
— Prywatność nie polega na usuwaniu człowieka z każdej opowieści. Chroniłeś własną wygodę i własną pozycję.
Draco zacisnął szczękę.
— Chcesz usłyszeć brutalną prawdę? Dobrze. Tak, było mi wygodniej, gdy nie musiałem tłumaczyć, kim jesteś i dlaczego mieszkasz z nami.
Szczerość zabolała bardziej niż wcześniejsze wymówki.
— Mogłeś powiedzieć, że jestem twoją kuzynką. Reszta nie należała do nich.
— I sądzisz, że na tym by poprzestali? Pansy nie przestaje pytać, kiedy wyczuje sekret. Potter używa wszystkiego, co może mnie upokorzyć. Nie chciałem codziennie słuchać domysłów o twojej matce, Azkabanie i niepełnosprawności wzroku.
— Nie chciałeś słuchać, jak ludzie mówią o mnie. Ja muszę tego słuchać przez całe życie.
— W Hogwarcie to ja musiałbym odpowiadać na pytania.
— A więc właśnie o to chodziło. Nie o ochronę mnie ani rodziny. Bałeś się, że moja obecność stanie się niewygodna dla ciebie.
Draco odwrócił głowę.
— Nie chciałem, żeby cudze problemy zaczęły określać również mnie.
Wszystko w niej ucichło.
Nie tak jak pod wpływem bólu, który zawężał uwagę i usuwał nadmiar bodźców. Tym razem cisza była pusta.
Rudolf za kilka dni miał trafić do Azkabanu. Kufry z Durmstrangu stały pod ścianą, list Anji spoczywał złożony w kieszeni, a Karkarow nie żył. Jej przyszłość zależała od szkoły w obcym kraju oraz przysługi, którą Voldemort zamierzał wykorzystać wobec człowieka, którego nigdy nie spotkała.
Draco wrócił do domu i nazwał ją cudzym problemem.
— Powtórz to — powiedziała.
— Doskonale słyszałaś.
— Chcę usłyszeć, czy potrafisz powiedzieć to jeszcze raz, wiedząc już, co naprawdę oznacza.
Narcyza spróbowała położyć dłoń na jej ramieniu.
— Trixie, wystarczy. Oboje powiedzieliście za dużo.
Dziewczyna strąciła jej rękę.
— On jeszcze nie powiedział najważniejszego. Wciąż próbuje ukryć się za cudzą ciekawością.
Draco przesunął się o pół kroku. W jego głosie nie było już wcześniejszej pewności. Pozostały gniew i strach, których nie potrafił rozdzielić.
— Nie jesteś jedyną osobą, której życie się rozpadło. Mój ojciec został pojmany, nasze nazwisko pojawia się w każdej gazecie, a Ministerstwo będzie rozgrzebywać wszystko, co należało do naszej rodziny.
— Mój ojciec również został pojmany. Różnica polega na tym, że ty we wrześniu wrócisz do Hogwartu. Wejdziesz do dormitorium, spotkasz nauczycieli i będziesz zdawał egzaminy. Wszystkie twoje rzeczy nadal tam czekają. Nikt nie zapakował twojego życia do kufrów i nie odesłał go do domu jak pozostałości po kimś, kogo należy się pozbyć.
— To nie moja wina, że wyrzucili cię z Durmstrangu.
— Zawiesili mnie.
— Możesz nazywać to, jak chcesz. Sama wiesz, że nie pozwolą ci wrócić.
Trixie uderzyła go.
Nie sięgnęła po różdżkę ani nie wypowiedziała zaklęcia. Zrobiła dwa szybkie kroki w stronę jego głosu, ominęła Narcyzę i zacisnęła pięść. Trafiła kuzyna w policzek. Draco krzyknął bardziej z zaskoczenia niż bólu i cofnął się na stojący za nim kufer.
— Zwariowałaś?!
Ruszyła ku niemu ponownie. Złapał ją za nadgarstki, lecz wyrwała prawą rękę i uderzyła go otwartą dłonią w twarz. Odepchnął ją, przez co zachwiała się i uderzyła biodrem o stolik. Ból przeszył bok, lecz nie zatrzymał jej nawet na sekundę. Odnalazła kuzyna po gwałtownym oddechu i szuraniu butów.
— Trixie! — krzyknęła Narcyza.
— Nie dotykaj jej! — wrzasnęła Bellatrix do siostrzeńca.
— To ona mnie bije!
Dziewczyna kopnęła go w goleń. Draco zaklął i puścił jej drugą rękę. Zamachnęła się jeszcze raz, trafiając go w nos. Usłyszała gwałtowne wciągnięcie powietrza, a po chwili poczuła na palcach ciepłą wilgoć.
— Rozbiłaś mi nos!
— Dobrze ci tak! Nienawidzę cię!
— Wariatka!
Draco rzucił się ku niej. Nie uderzył pięścią, lecz złapał ją za ramiona i próbował przewrócić. Trixie wyczuła zmianę ciężaru jego ciała i odsunęła nogę, jednak oboje stracili równowagę. Upadli na dywan, uderzając o podłogę z głuchym łoskotem.
Znalazła się nad nim. Zdołała uderzyć jeszcze raz, zanim Bellatrix objęła ją w pasie i oderwała od kuzyna z taką siłą, na jaką pozwalało jej osłabione ciało.
— Puść mnie!
— Wystarczy! Jeszcze chwila, a połamiesz sobie ręce na jego twarzy!
— Nazwał mnie problemem!
— Słyszałam każde słowo.
— Więc pozwól mi skończyć!
— Już rozbiłaś mu nos. Na razie musi wystarczyć.
Trixie szarpała się w ramionach matki, próbując ponownie oprzeć stopy o podłogę.
— Za Durmstrang! Za pięć lat milczenia! Za to, że on wróci do szkoły, a ja mam siedzieć tutaj i udawać, że prywatni nauczyciele zastąpią mi całe życie!
Głos załamał się jej na ostatnich słowach.
Nie brzmiała już jak służebnica Voldemorta, która potrafiła analizować odgłosy zaklęć i wykonywać rozkazy podczas bitwy. Brzmiała jak piętnastoletnia dziewczyna, której w ciągu kilku dni odebrano ojca, szkołę, przyjaciółkę oraz pewność, że po wakacjach życie nadal będzie miało znany kształt.
— To nie moja wina! — krzyknął Draco.
Narcyza klęczała przy nim, próbując zatrzymać krew płynącą z nosa.
— Przestań się ruszać, bo tylko pogarszasz krwawienie.
— Ona na mnie napadła, a ty martwisz się o mój nos, jakby sama krew była największym problemem!
— Martwię się, żebyście nie zrobili sobie większej krzywdy.
— Nie. Od jej powrotu z Durmstrangu martwisz się przede wszystkim o nią. Jej rodzice, jej spotkania z Czarnym Panem, jej Znak, a teraz jej szkoła. Ojciec siedzi w celi, a ty stoisz między nami i zastanawiasz się, czy Trixie nie poczuła się urażona!
Narcyza znieruchomiała. Trixie również przestała się szarpać.
— Nie waż się mówić, że zapomniałam o własnym mężu — powiedziała ciotka głosem tak cichym, że Draco natychmiast przestał krzyczeć. — Od chwili otrzymania wiadomości próbuję nie myśleć o tym, że Lucjusz może spędzić resztę życia w Azkabanie. Nie oznacza to jednak, że mam odwrócić się od Trixie tylko dlatego, że jej ból jest dla ciebie niewygodny.
— Sama przyjęła Znak. Sama pojechała do Ministerstwa. Dlaczego więc wszyscy mówią o niej tak, jakby wyłącznie inni podejmowali decyzje związane z jej życiem?
Narcyza podniosła się z podłogi, nadal trzymając zakrwawioną chusteczkę.
— Nikt nie odbiera jej odpowiedzialności. Trixie wybrała Znak i udział w misji, a teraz ponosi konsekwencje. To nie sprawia jednak, że przestała być częścią tej rodziny ani że wolno ci nazywać ją cudzym problemem.
Bellatrix nadal trzymała córkę, chociaż Trixie przestała już walczyć. Draco oddychał ciężko.
— Nie chciałem, żeby ludzie wiedzieli — powiedział ciszej. — Nie dlatego, że jej nienawidziłem.
— W takim razie powiedz wreszcie prawdę — zażądała Trixie. — Nie o Pansy, Potterze ani ciekawskich uczniach. O sobie.
Długo nie odpowiadał. Wreszcie wyrzucił z siebie zdanie, któremu wcześniej próbował nadawać łagodniejsze nazwy.
— Bałem się, że kiedy dowiedzą się o tobie, zaczną inaczej patrzeć również na mnie.
Nie chodziło wyłącznie o pytania ani o prywatność rodziny. Draco bał się, że obecność Trixie zmieni sposób, w jaki inni uczniowie postrzegali jego samego. Córka Bellatrix, niewidoma uczennica Durmstrangu mieszkająca w Malfoy Manor i krewna, której rodzice zostali skazani za tortury, nie pasowała do wygodnej opowieści o rodzinie Malfoyów.
Draco mógł chwalić się rodem Blacków, dopóki sam wybierał te części historii, które dodawały mu znaczenia.
— Wstydziłeś się mnie — powiedziała.
— Bałem się tego, co zrobią z tą informacją.
— Bałeś się o siebie.
Nie zaprzeczył.
Bellatrix rozluźniła uścisk. Trixie stanęła samodzielnie, choć nogi nadal drżały. Dłonie bolały ją od uderzeń, jeden knykieć pulsował, a na palcach czuła krew kuzyna.
Nie pojawiła się ulga, której oczekiwała.
Gniew nadal znajdował się w środku. Zmienił jedynie miejsce.
— Nienawidzę cię — powtórzyła. — I nie próbuj mi mówić, że jutro zmienię zdanie.
Draco przycisnął chusteczkę do nosa.
— Nie oczekuję, że mi wybaczysz.
Po raz pierwszy od początku rozmowy nie próbował się bronić ani atakować. Trixie nie wiedziała, czy właśnie dlatego poczuła jeszcze większą złość.
— Nie chcę teraz z nikim rozmawiać.
Odwróciła się i ruszyła ku schodom.
Narcyza zawołała za nią:
— Zamknięcie drzwi nie rozwiąże tego, co wydarzyło się między wami.
Dziewczyna zatrzymała się na pierwszym stopniu.
— Nie zamierzam niczego rozwiązywać. Próbuję odejść, zanim znowu go uderzę.
Draco prychnął.
— Jak dojrzale.
Trixie odwróciła się tak gwałtownie, że Bellatrix natychmiast stanęła pomiędzy nimi.
— Jeszcze jedno słowo, a tym razem sama doprawię ci nos — ostrzegła siostrzeńca.
Draco posłuchał.
Narada Zakonu Feniksa odbyła się następnego wieczoru w Norze. Dom przy Grimmauld Place pozostawał zamknięty. Po śmierci Syriusza nie było jeszcze pewności, na kogo przeszła posiadłość i czy stara magia rodu Blacków nie uzna Bellatrix za najbliższą dziedziczkę. Dopóki nie odnaleziono testamentu i nie sprawdzono zabezpieczeń, Dumbledore nie zamierzał narażać członków Zakonu na spotkanie w miejscu, do którego pewnego dnia mogła uzyskać dostęp.
Na czas narady młodsi Weasleyowie zostali odesłani do krewnych. Harry wrócił do domu Dursleyów, a Hermiona przebywała z rodzicami. W kuchni znajdowali się Dumbledore, Lupin, Moody, Kingsley, Tonks, Molly i Artur Weasleyowie oraz Bill, który przyszedł prosto z pracy.
Zasłony zostały zaciągnięte, drzwi zabezpieczone, a stojące na stole dzbanki z herbatą pozostawały nietknięte.
Lupin siedział najdalej od okna i niemal się nie poruszał. Śmierć Syriusza pozostawiła na jego twarzy pustkę, której nie potrafił ukryć zwykłym spokojem. Od początku spotkania nie odezwał się ani razu.
Kingsley rozłożył na stole kilka dokumentów. Ministerstwo oficjalnie potwierdziło powrót Voldemorta, a Knot nie mógł już zaprzeczać wydarzeniom widzianym przez urzędników i aurorów. W ciągu najbliższych dni prawdopodobnie rozpocznie się walka o stanowisko ministra, lecz w tej chwili najważniejszy pozostawał los pojmanych Śmierciożerców. Lucjusz Malfoy, Rudolf i Rabastan Lestrange’owie, Dołohow, Rookwood, Macnair oraz pozostali mieli zostać przewiezieni do Azkabanu po zakończeniu pierwszych przesłuchań.
— Bellatrix uciekła — powiedziała Tonks.
— Voldemort zabrał ją z atrium razem z córką — wyjaśnił Dumbledore.
Palce Molly zacisnęły się na filiżance.
— Harry mówił, że dziewczyna miała najwyżej piętnaście lat. Czy rzeczywiście była aż tak młoda?
Dumbledore potwierdził skinieniem głowy. Dodał również, że Harry widział Mroczny Znak na jej przedramieniu.
— Jak można wypalić coś takiego na ręce dziecka? — wyszeptała Molly.
Moody stuknął drewnianą nogą o podłogę.
— Wiek nie zmienia tego, że wykonywała zadanie dla Śmierciożerców. Jeżeli podczas następnego spotkania ostrzeże ich przed atakiem, litość nie zatrzyma zaklęcia lecącego w naszą stronę.
Lupin po raz pierwszy podniósł głowę.
— Wiek zmienia natomiast sposób, w jaki mogła zostać do tego przygotowana. Harry dorastał wśród ludzi, którzy przynajmniej próbowali pokazać mu prawdę o Voldemorcie. Trixie wychowała się w domu Malfoyów, czekając na powrót rodziców z Azkabanu. Bellatrix była dla niej nieobecną matką, a Voldemort częścią rodzinnej opowieści o lojalności i utraconej wielkości.
— To wyjaśnia jej drogę — zauważył Kingsley. — Nie unieważnia decyzji, które podjęła.
— Wyjaśnienie i usprawiedliwienie nie są tym samym — odpowiedział Lupin. — Nie proponuję, żebyśmy zapomnieli, po czyjej stronie stanęła.
Tonks przez chwilę milczała.
— Narcyza naprawdę wychowywała ją od czasu uwięzienia Bellatrix i Rudolfa?
— Tak — potwierdził Dumbledore. — Dziewczyna mieszkała w Malfoy Manor przez czternaście lat.
Tonks gwałtownie odsunęła filiżankę.
— A Andromeda przez cały ten czas mogła nie wiedzieć, że jej siostra ma córkę. Ja również nie wiedziałam, że mam kuzynkę.
— Narcyza bardzo starannie ograniczała informacje o dziecku — wyjaśnił Dumbledore. — Prawdopodobnie uważała, że w ten sposób zapewnia jej bezpieczeństwo.
Tonks zaśmiała się gorzko.
— Świetnie jej poszło. Dziewczyna ma Mroczny Znak i uczestniczyła w bitwie, w której zginął Syriusz.
Głos załamał jej się na jego imieniu. Odwróciła twarz. Lupin pozostał nieruchomy, jakby najmniejszy ruch mógł rozbić opanowanie, które pozwalało mu nadal siedzieć przy stole.
Artur zapytał o dokładną rolę Trixie w Departamencie Tajemnic. Dumbledore wyjaśnił, że pozostawała ukryta przy fontannie i obserwowała drogę odwrotu. Ostrzegła Śmierciożerców o przybyciu Zakonu, a później opuściła osłonę, kiedy Harry zaatakował Bellatrix.
— Obroniła matkę — powiedziała Molly.
— A następnie świadomie sprowokowała Harry’ego — dodał Dumbledore.
Kiedy powtórzył słowa o wypadku przy pracy, Tonks gwałtownie odsunęła krzesło. Molly zakryła usta dłonią, a Lupin zamknął oczy.
Moody nie zareagował krzykiem. Oparł obie dłonie o stół i przez chwilę rozważał informację jak raport z pola walki.
— Wiedziała, gdzie uderzyć. Nieprzyjemna cecha u piętnastoletniej dziewczyny, ale jeszcze gorsza u przeciwniczki. Potrafi używać emocji równie celnie jak zaklęcia.
— W atrium nie działała z pełną rozwagą — zaznaczył Dumbledore. — Opuściła wyznaczone stanowisko, pozwoliła wciągnąć się w osobistą konfrontację i ujawniła więcej, niż powinna. Voldemort sam ją uciszył, kiedy przestała wykonywać zadanie.
Kingsley sprawdził kolejny dokument. Ministerstwo przygotowywało nakaz zatrzymania. Piętnastoletni wiek dziewczyny mógł wpłynąć na dalsze postępowanie, lecz publiczna obecność u boku Voldemorta, Mroczny Znak oraz udział w nielegalnej operacji wystarczały, by uznać ją za podejrzaną.
— Czy mamy dowody, że kogokolwiek zabiła? — zapytała Molly.
— Nie — odpowiedział Kingsley. — W relacjach świadków nie pojawiło się ani jedno zabójstwo dokonane przez nią.
Dumbledore splótł dłonie na stole.
— Właśnie dlatego nie wolno nam przypisywać jej czynów, których nie popełniła.
Moody zwrócił ku niemu magiczne oko.
— Nosi Znak. To wystarczy, żebym nie odwrócił się do niej plecami.
— Nikt ci tego nie proponuje — odparł dyrektor. — Mamy traktować ją jak przeciwniczkę, lecz nie jak młodszą kopię Bellatrix. Podobieństwo rodzinne nie zwalnia nas z precyzji.
Molly wróciła wtedy do odmowy przyjęcia Trixie do Hogwartu. Dumbledore nie próbował ukrywać swojej decyzji za troską o bezpieczeństwo. Przyznał, że niepełnosprawność wzroku dziewczyny stała się oficjalnym powodem odmowy, natomiast na jego ostrożność wpłynęły również nazwisko i pochodzenie dziecka.
— Nawet jej nie spotkałeś? — zapytała Molly.
— Podjąłem decyzję na podstawie dokumentów i własnych założeń.
— A więc naprawdę nie dałeś jej żadnej szansy. Żadne dziecko nie powinno dostać listu mówiącego, że szkoła nie chce go z powodu czegoś, czego nie może zmienić.
Dumbledore nie próbował łagodzić jej rozczarowania.
— Wtedy uważałem, że zapobiegam zagrożeniu. Teraz wiem, że przede wszystkim uniknąłem obowiązku rozwiązania problemu.
Moody pochylił się nad stołem.
— Odrzuciłeś córkę Bellatrix, bo obawiałeś się, że będzie taka jak matka. Teraz rzeczywiście została Śmierciożerczynią.
— To nie dowodzi, że moja decyzja była słuszna. Dowodzi jedynie, że także ona stała się częścią drogi, która doprowadziła Trixie do Voldemorta.
Tonks odeszła od stołu i zatrzymała się przy zasłoniętym oknie.
— Muszę powiedzieć mamie, zanim nazwisko dziewczyny pojawi się we wszystkich gazetach. Nie wiem tylko, jak mam o niej mówić. Jest córką kobiety, która zabiła Syriusza, sama naśmiewała się z jego śmierci, a jednocześnie przez piętnaście lat była częścią naszej rodziny, o której nikt nie raczył nam powiedzieć.
Lupin podniósł wzrok.
— Nie musisz dziś wybierać jednego uczucia. Możesz być wściekła i nadal chcieć wiedzieć, kim ona jest.
Moody stuknął palcem w dokumenty.
— Jeżeli znajdzie się po drugiej stronie różdżki, jej problemy rodzinne nie będą miały znaczenia.
— W czasie walki nie — zgodził się Lupin. — Poza nią mogą zdecydować o tym, czy pozostanie po tamtej stronie na zawsze.
Dumbledore nie zamierzał próbować natychmiastowego kontaktu z Trixie. Każdą podobną próbę Voldemort przedstawiłby jako kolejną decyzję podejmowaną za nią przez człowieka, który wcześniej nie pozwolił jej przekroczyć progu szkoły.
— Być może kiedyś sama zacznie zadawać pytania — powiedział Lupin.
— Do tego czasu traktujemy ją jak przeciwniczkę i nie lekceważymy jej umiejętności — podsumował Dumbledore. — Nie przypisujemy jej jednak automatycznie każdego czynu Bellatrix i nie zapominamy, że została wciągnięta w wojnę jako piętnastoletnia dziewczyna.
Moody prychnął.
— Sentyment.
— Precyzja — poprawił go Dumbledore.
Molly wstała i zaczęła zbierać nietknięte filiżanki.
— Nienawidzę tego, że coraz częściej rozmawiamy o dzieciach jak o kolejnych żołnierzach. O Harrym robimy to samo. Jeżeli na to pozwolimy, niedługo w taki sam sposób zaczniemy mówić o Ronie, Ginny, Hermionie i wszystkich pozostałych.
— Wojna nie pyta o wiek — powiedział Moody.
Molly zatrzymała się z filiżanką w dłoni.
— Dlatego dorośli powinni o niego pytać za każdym razem.
Nikt jej nie odpowiedział.
Podczas gdy członkowie Zakonu przygotowywali się do wieczornej narady w Norze, Trixie niemal cały dzień spędziła zamknięta w swoim pokoju. Nikt nie próbował wejść siłą, choć Bellatrix trzykrotnie pojawiała się po drugiej stronie drzwi. Za pierwszym razem zapukała i zażądała, by córka ją wpuściła. Za drugim nacisnęła klamkę, ale nie użyła zaklęcia do otwarcia zamka. Za trzecim nie powiedziała nic. Stała na korytarzu tak długo, że Trixie mogła liczyć jej głośne oddechy, dopóki wreszcie nie usłyszała oddalających się kroków.
Narcyza przysłała eliksir na opuchnięte knykcie. Dziewczyna odstawiła buteleczkę na stolik i długo jej nie otwierała. Pulsowanie dłoni przynosiło przynajmniej prostą informację: uderzyła Dracona i zrobiła to na tyle mocno, by zranić także siebie. Nie potrafiła natomiast zdecydować, co bolało bardziej — jego słowa czy świadomość, że przemoc nie przyniosła oczekiwanej ulgi.
Nie żałowała samego uderzenia.
Niepokoiło ją to, że nawet kilka kolejnych prawdopodobnie nie zmieniłoby niczego.
Wieczorem Mroczny Znak rozgrzał się na przedramieniu, przekazując nakaz pojawienia się w zachodnim salonie. Trixie podniosła się i dopiero wtedy posmarowała knykcie eliksirem. Nie chciała stanąć przed Voldemortem ze śladami bójki na dłoniach i pozwolić mu od razu zauważyć, że kolejna osobista konfrontacja zakończyła się utratą kontroli.
Kiedy wyszła na korytarz, usłyszała kroki Bellatrix. Matka czekała przy schodach.
Nie pytała już o pozwolenie. Ujęła dłoń córki i przesunęła kciukiem po najbardziej opuchniętym knykciu. Trixie syknęła i spróbowała cofnąć rękę.
— Narcyza powiedziała, że nic ci nie jest — zauważyła Bellatrix z ironią. — Najwyraźniej przyjęłaś bardzo szeroką definicję tego określenia.
— Nie złamałam ręki.
— Tym razem. Następnym nie zaciskaj kciuka pod palcami, bo uszkodzisz staw, zanim zdążysz komukolwiek zrobić krzywdę.
Trixie zwróciła ku niej twarz.
— Uczysz mnie, jak lepiej bić Dracona?
— Uczę cię, jak nie łamać sobie dłoni. To wiedza przydatna niezależnie od tego, czy następnym przeciwnikiem będzie Draco.
— Narcyza będzie zachwycona, kiedy dowie się o tej lekcji.
— Narcyza nie musi znać każdej rozmowy, którą prowadzę z własną córką.
Trixie pozwoliła matce nadal trzymać swoją dłoń.
— Naprawdę jesteś ze mnie dumna?
Bellatrix przez chwilę milczała. Kiedy odpowiedziała, w jej głosie nie było wcześniejszego rozbawienia.
— Jestem wściekła, że pozwoliłaś mu sprowokować się aż do bójki, i zadowolona, że nie stałaś bez ruchu, kiedy nazwał cię problemem. Obie rzeczy mogą być prawdziwe. Wolałabym jednak, żebyś następnym razem zraniła go słowami na tyle skutecznie, by sam pożałował, że rozpoczął rozmowę.
— Czarny Pan powiedziałby, że znowu straciłam kontrolę.
— Czarny Pan nie musiał dorastać w domu, w którym ktoś przez pięć lat udawał przed światem, że nie istnieje.
Bellatrix zatrzymała ją przed schodami i ostrożniej ścisnęła jej dłoń.
— Draco jest tchórzem. Ty nie jesteś problemem i nigdy nie byłaś czymś, co należało ukrywać. Gdybyśmy chodziły razem do Hogwartu, opowiadałabym o tobie każdemu, kto nie zdążyłby przede mną uciec, a potem zmuszałabym go, żeby wysłuchał wszystkiego jeszcze raz.
Trixie parsknęła śmiechem, zanim zdołała się powstrzymać.
— Tego akurat nie muszę sobie wyobrażać.
Zeszły razem.
W zachodnim salonie czekali już Narcyza i Draco. Na nos chłopaka nałożono cienką warstwę eliksiru leczniczego, a jego głos nadal brzmiał lekko nosowo. Nie odezwał się do kuzynki. Ona również nie zamierzała rozpoczynać rozmowy.
Narcyza stała bardzo blisko syna, co chwilę przesuwając dłonią po rękawie jego szaty. Nie wiedziała, dlaczego ich wezwano, ale napięcie w jej oddechu świadczyło, że nie spodziewała się niczego dobrego.
Drzwi otworzyły się i do salonu wszedł Voldemort. Wszyscy uklękli.
Pozwolił im przez chwilę pozostać w tej pozycji, zanim polecił wstać. Następnie zatrzymał się przed Draconem.
— Twój ojciec mnie zawiódł. Stracił przepowiednię, pozwolił, by moi słudzy zostali pojmani, i ujawnił światu mój powrót wcześniej, niż uznałem to za korzystne.
Draco wyprostował się, choć Narcyza nadal trzymała go za ramię.
— Ojciec naprawi swój błąd, gdy tylko opuści Ministerstwo – odparł Draco z niezłomną pewnością.
— Twój ojciec znajduje się w celi i nie jest obecnie zdolny naprawić czegokolwiek. Dlatego jego dług przejdzie na ciebie.
W głosie Dracona natychmiast pojawiła się duma. Brzmiał tak, jakby właśnie na te słowa czekał przez całe życie.
— Zrobię wszystko, czego ode mnie zażądasz, mój Panie.
Trixie poczuła niepokój. Znała sposób, w jaki Voldemort prowadził podobne rozmowy. Nie oferował kuzynowi szansy ani zaszczytu. Najpierw pozwalał mu poczuć się wybranym, aby później nie potrafił odrzucić tego, co zostanie mu powierzone.
— Podejdź — rozkazał.
Draco wykonał krok.
— Przyjmiesz Mroczny Znak i od tej chwili będziesz odpowiadał nie tylko za własne czyny, lecz także za porażkę Lucjusza.
Narcyza gwałtownie zaczerpnęła powietrza.
— Mój Panie, Draco dopiero wrócił. Nie miał nawet czasu…
Voldemort zwrócił się ku niej.
— Czy sprzeciwiasz się zaszczytowi, o który twój syn tak długo zabiegał?
— Nie. Nigdy nie ośmieliłabym się sprzeciwić. Proszę jedynie…
— W takim razie nie odbieraj mu chwili, na którą czekał.
Bellatrix wypuściła oddech pełen zachwytu.
— Pokaż mu, że nazwisko Malfoy nadal coś znaczy.
Draco wyprostował się jeszcze bardziej. Przez ostatnie tygodnie zazdrościł Trixie Znaku i pytał Lucjusza, kiedy nadejdzie jego kolej. Nadal nie rozumiał, że nie otrzymywał go jako nagrody.
Na rozkaz Voldemorta odsłonił lewe przedramię. Narcyza nie wypuszczała jego dłoni, dopóki Czarny Pan nie polecił jej się odsunąć.
Trixie pamiętała własne naznaczenie: rozgrzaną linię przecinającą skórę i ból sięgający znacznie głębiej niż powierzchnia ciała. Kiedy magia dotknęła Dracona, chłopak gwałtownie wciągnął powietrze. Zachwiał się, ale nie krzyknął. Wolną ręką chwycił krawędź stołu i oparł na niej ciężar ciała, próbując nie upaść przed Voldemortem.
Bellatrix oddychała szybko z podniecenia. Narcyza niemal przestała oddychać z przerażenia.
Trixie wsłuchiwała się w oddech kuzyna, który właśnie został naznaczony. Przypomniała sobie, jak podczas jej ceremonii stał kilka kroków dalej i zazdrościł uwagi Czarnego Pana, którą ją obdarzał.
Teraz miał własny Znak.
Nie poczuła satysfakcji.
Kiedy magia wygasła, Draco nadal kurczowo trzymał się stołu. Voldemort nie pozwolił mu jednak usiąść.
— Spójrz na swoje przedramię. Powiedz mi, co widzisz.
Chłopak potrzebował chwili, by odzyskać głos.
— Dowód, że należę do ciebie, mój Panie.
— Widzisz również dług swojego ojca. Znak ma ci przypominać o obu tych rzeczach.
Duma Dracona osłabła. Narcyza wydała z siebie cichy, zduszony dźwięk.
— We wrześniu wrócisz do Hogwartu — oznajmił Voldemort. — Nie jako zwykły uczeń, lecz jako mój człowiek wewnątrz zamku.
Trixie poderwała głowę.
Draco wróci do szkoły ze Znakiem na przedramieniu. Po publicznym ujawnieniu powrotu Voldemorta i aresztowaniu Lucjusza Hogwart nadal otworzy przed nim bramy. Ona otrzymała trzy kufry oraz list zakazujący jej przekraczania granic Durmstrangu.
— Jakie zadanie mam wykonać? — zapytał Draco. Pod uczuciem bólu nadal brzmiała duma człowieka przekonanego, że wreszcie uznano jego wartość.
Narcyza ponownie chwyciła go za ramię.
— Mój Panie, zanim mu powierzysz…
— Puść syna. Jeżeli ma wykonać to, co dla niego przeznaczyłem, nie może przez cały rok chować się za twoją szatą.
Cofnęła dłoń.
Voldemort zbliżył się do Dracona.
— Zabijesz Albusa Dumbledore’a.
W salonie zapadła cisza.
Nawet Bellatrix nie odezwała się od razu. Trixie usłyszała gwałtowną zmianę w oddechu Narcyzy i zrozumiała, co naprawdę oznaczał ten rozkaz.
Draco milczał przez kilka sekund. Kiedy w końcu odpowiedział, jego głos stał się nieco wyższy.
— Nie zawiodę cię. Dumbledore umrze przed zakończeniem roku.
Bellatrix roześmiała się z dumą.
— Wiedziałam, że wreszcie nadejdzie jego chwila.
— To nie jest chwila, na którą powinien czekać — wyszeptała Narcyza. — On ma dopiero szesnaście lat.
— Trixie otrzymała Znak wcześniej — przypomniała Bellatrix. — I sama marzyła o zabiciu Dumbledore’a.
— Marzenie o zemście to nie to samo, co rozkaz zamordowania jednego z najpotężniejszych czarodziejów na świecie.
Voldemort zwrócił się ku Narcyzie.
— Zamiast szukać dla syna wymówek, módl się, by okazał się bardziej użyteczny od ojca. Każde kolejne słowo może zostać przeze mnie uznane za brak wiary w jego możliwości.
Narcyza umilkła.
Trixie zacisnęła dłonie. Draco miał wrócić do Hogwartu, ponieważ Voldemort potrzebował go wewnątrz zamku. Nie otrzymywał przywileju, lecz pole bitwy.
— Dlaczego wybrałeś właśnie jego? — zapytała. — Po aresztowaniu Lucjusza Dumbledore będzie obserwował Dracona znacznie uważniej niż wcześniej. Wie również, że szkoła stała się dla ciebie przeszkodą.
— Draco może przekroczyć bramy, których moi dorośli słudzy nie są w stanie nawet dotknąć. Podejrzliwość Dumbledore’a nie zmieni faktu, że nadal będzie uważał ucznia za osobę, którą należy chronić.
Trixie nie przestawała analizować rozkazu.
— Sam nie zdołałeś pokonać go w atrium. Draco nie ma doświadczenia, sojuszników wśród nauczycieli ani możliwości swobodnego opuszczania szkoły. Wysyłasz go do zadania, którego prawdopodobnie nie da się wykonać.
Kuzyn odwrócił się w jej stronę.
— Nie potrzebuję, żebyś już pierwszego dnia ogłaszała moją porażkę. To, że ty straciłaś swoją szkołę, nie oznacza, że masz odbierać mi szansę wykorzystania mojej.
— Szansę? Jeszcze rano nie potrafiłeś przyznać, że wstydziłeś się własnej kuzynki, a teraz zachowujesz się tak, jakbyś samym nazwiskiem miał rzucić Dumbledore’a na kolana.
— Przynajmniej moje nazwisko nadal otworzy mi bramy Hogwartu.
Słowa wymknęły mu się pod wpływem bólu, dumy i świeżej urazy.
Trixie zrobiła krok, lecz Bellatrix natychmiast chwyciła ją za ramię.
— Nie tutaj. Nie przy nim.
Voldemort pozwolił, by cisza po słowach Dracona trwała przez chwilę.
— Widzę, że wzajemna niechęć odbiera wam obojgu resztki rozsądku. Draco nie wróci do szkoły po to, by prowadzić wygodne życie ucznia. Wróci, ponieważ jego obecność w zamku ma dla mnie wartość.
Następne słowa skierował bezpośrednio do Trixie.
— Ty zażądałaś możliwości ukończenia edukacji i ją otrzymasz. On otrzymał zadanie, którego nie wolno mu odrzucić. Nie myl tych sytuacji tylko dlatego, że zazdrościsz mu murów, które przed tobą zamknięto.
— Oprócz zadania nadal będzie miał lekcje, egzaminy, dormitorium i świadectwo — odpowiedziała, zanim zdołała się powstrzymać.
Znak zapłonął, a ból przeszył jej przedramię.
— Nie zaprzeczaj uczuciu tylko dlatego, że uważasz je za poniżające — powiedział Voldemort. — Zazdrościsz mu. Masz prawo ją odczuwać, lecz jeżeli ponownie pozwolisz, by kierowała twoimi słowami, stanowić będzie kolejną łatwą do wykorzystania słabość.
Trixie opuściła głowę.
— Zrozumiałam, mój Panie.
Voldemort ponownie zwrócił się ku Draconowi.
— Masz rok. Jeżeli Dumbledore będzie żył po zakończeniu roku szkolnego, uznam, że rodzina Malfoyów nie ma mi już niczego wartościowego do zaoferowania.
Oddech Narcyzy załamał się. Nie było to jedynie zadanie dla Dracona, ale groźba skierowana przeciwko całej rodzinie. Jeżeli zawiedzie, Voldemort ukarze nie tylko jego.
— Pozwól mi przynajmniej przygotować dla niego kontakty w zamku — poprosiła. — Draco nigdy nie działał sam w podobnych warunkach. Mogę znaleźć kogoś, kto…
— Nie – przerwał jej.
— Bez wsparcia zostanie otoczony ludźmi gotowymi donieść Dumbledore’owi o każdym jego kroku.
— Wystarczy, Narcyzo. Twój syn zapewnił mnie, że nie zawiedzie. Każda kolejna próba pomocy sugeruje, że nie podzielasz jego pewności.
Jedno zdanie zamknęło jej usta.
Draco stał bardzo prosto, lecz Trixie słyszała, jak szybko oddychał. Duma nadal znajdowała się w jego głosie, ale teraz wyraźnie podszywał ją strach.
— Zrobię to, czego nie zdołał dokonać nikt przedtem.
— Twój ojciec również bardzo chętnie składał obietnice — przypomniał Voldemort. — Uważaj, żebyś nie odziedziczył po nim wyłącznie pewności siebie.
Draco zamilkł.
Czarny Pan ruszył ku drzwiom.
— Bellatrix przygotuje cię do zadania.
— Nauczę go wszystkiego, czego będzie potrzebował — zapewniła z zachwytem.
— Trixie nie będzie mu pomagać bez mojego wyraźnego rozkazu.
Dziewczyna uniosła głowę.
— Skoro sam uznałeś zadanie za tak ważne, dlaczego zabraniasz mi zwiększyć jego szanse?
— Ponieważ chcę wiedzieć, czy Draco Malfoy posiada jakąkolwiek wartość poza nazwiskiem i ludźmi wykonującymi za niego pracę. Jeżeli sukces będzie wymagał twojego planowania, twojego słuchu oraz twoich decyzji, nie dowiem się niczego o nim.
Kuzyn zacisnął szczękę.
— Nie będę potrzebował jej pomocy.
Trixie przypomniała sobie jego wcześniejsze słowa o tym, że nie potrzebował jej oceny. Teraz brzmiały jeszcze bardziej dziecinnie, lecz nie zamierzała o tym mówić przy Voldemorcie.
Czarny Pan opuścił salon, a drzwi zamknęły się za nim.
Narcyza natychmiast ruszyła ku synowi. Nie pytała, czy może obejrzeć rękę. Chwyciła jego nadgarstek i ostrożnie odwróciła przedramię.
— Skóra jest nadal rozgrzana. Muszę nałożyć maść, zanim materiał przywrze do rany.
Draco próbował opuścić rękaw.
— Nie traktuj mnie jak dziecko. Właśnie zostałem pełnoprawnym sługą Czarnego Pana.
Materiał dotknął świeżego Znaku i chłopak syknął. Narcyza ponownie odsunęła tkaninę.
— Pełnoprawny sługa również może dostać zakażenia, jeżeli będzie zachowywał się jak idiota.
Draco wyrwał ramię z jej dłoni.
— Nie rozumiesz, co się właśnie wydarzyło. Powierzył mi zadanie, którego nie otrzymał żaden inny uczeń. Mam zabić Dumbledore’a.
Wypowiadał te słowa z dumą, jakby dopiero ich brzmienie pozwalało mu uwierzyć, że został uznany za kogoś ważnego.
Bellatrix podeszła bliżej.
— Lucjusz usłyszy o tym w Azkabanie i po raz pierwszy od porażki w Ministerstwie będzie miał powód, by znowu podnieść głowę.
Narcyza odwróciła się ku siostrze.
— Przestań mówić mu to, co chce usłyszeć. To nie był zaszczyt, tylko kara wymierzona Lucjuszowi z użyciem jego własnego syna do zadania, które jest ponad możliwości dorosłego czarodzieja, a co dopiero nastolatka.
Draco znieruchomiał.
— Czarny Pan powiedział, że mam naprawić błąd ojca.
— Powiedział też, że jeżeli zawiedziesz, cała rodzina przestanie mieć dla niego wartość. Nie wierzy, że zdołasz pokonać Dumbledore’a. Chce, byś próbował, dopóki nie zginiesz albo nie udowodnisz, że Lucjusz pozostawił po sobie coś użytecznego.
— Zachowujesz się tak, jakbym już przegrał.
— Zachowuję się jak matka, która właśnie usłyszała wyrok wydany na własnego syna.
— To nie jest wyrok. To szansa, żeby udowodnić, że jestem godny nazwiska Malfoy. Całe życie powtarzaliście mi, że któregoś dnia będę musiał przejąć miejsce ojca. Teraz ten dzień nadszedł, a ty próbujesz odebrać mi znaczenie, zanim zrobiłem pierwszy krok.
Narcyza zacisnęła palce na zakrwawionej chusteczce, którą nadal trzymała po wcześniejszej bójce.
— Dumbledore jest jednym z najpotężniejszych czarodziejów na świecie. Czarny Pan sam nie zdołał go pokonać w atrium, a jednak wysyła ciebie do zamku pełnego jego ludzi. Nie umniejszam ci synu. Próbuję sprawić, żebyś zrozumiał, że twoja duma nie zatrzyma zaklęcia.
— Ojciec nie założyłby z góry, że zawiodę.
Słowa zraniły ją bardziej niż wcześniejszy krzyk. Oddech Narcyzy zadrżał, lecz zanim odpowiedziała, Bellatrix położyła dłoń na ramieniu siostrzeńca.
— Lucjusz byłby dumny, że przyjąłeś rozkaz bez błagania o litość. Ja również jestem.
Narcyza zwróciła się ku niej z niedowierzaniem.
— Nie słyszałaś groźby? Jeżeli Draco zawiedzie, ukarze nas wszystkich.
— Dlatego musi odnieść sukces, zamiast od pierwszego dnia słuchać, że zadanie jest niemożliwe.
Trixie stała pod ścianą i słuchała ich oddechów. Jeszcze kilka godzin wcześniej pragnęła uderzać kuzyna tak długo, aż wreszcie poczuje ulgę. Teraz słyszała napięcie w jego głosie i wiedziała, że świeże naznaczenie nadal go bolało. Słyszała dumę, która chroniła go przed zrozumieniem prawdziwego znaczenia zadania, oraz rozpacz Narcyzy, ponieważ tylko ona od pierwszej chwili pojęła, że nie był to zaszczyt, lecz kara.
Draco wróci do szkoły. Będzie miał lekcje, egzaminy i dormitorium. Każdego dnia będzie jednak szukał sposobu, by zabić człowieka, którego Voldemort sam nie zdołał pokonać w atrium.
Trixie nadal mu zazdrościła.
Jednocześnie po raz pierwszy zaczęła się o niego bać.
— Nie wybaczyłam ci tego, co powiedziałeś w holu — odezwała się. — I nie zamierzam udawać, że jeden rozkaz zmienił cokolwiek między nami. Ale nie chcę również, żebyś zginął tylko po to, by Czarny Pan mógł ukarać Lucjusza.
Draco odwrócił się w jej stronę.
— Nie potrzebuję twojego współczucia. Jeszcze kilka godzin temu próbowałaś rozbić mi twarz.
— Jedno nie wyklucza drugiego. Mogę być na ciebie wściekła i nadal rozumieć, że zadanie ma cię zniszczyć.
— Nie zniszczy mnie. Wrócę do Hogwartu, znajdę sposób i zrobię to, czego ode mnie zażądał.
— W takim razie nie licz na mnie. Czarny Pan zabronił mi pomagać, a ty właśnie zapewniłeś, że poradzisz sobie sam.
Duma nie pozwoliła mu się cofnąć.
— Poradzę sobie.
— Zapamiętam te słowa.
Bellatrix słuchała ich z wyraźnym zadowoleniem, jakby wzajemna niechęć mogła zmusić oboje do większego wysiłku. Narcyza nie dostrzegała w tym jednak rodzinnej rywalizacji. Zasłoniła twarz dłońmi, a po chwili z jej ust wydobył się pierwszy zduszony szloch.
W jednej chwili gniew Trixie na Dracona stracił swoją prostotę. Nie mogła już traktować go wyłącznie jak chłopca, który przez pięć lat się jej wstydził. Nadal została przez niego boleśnie zraniona i nie zamierzała mu wybaczyć. Nie potrafiła jednak zapomnieć, że Voldemort właśnie wypalił na jego skórze Znak i wysłał go z niemal niewykonalnym rozkazem do szkoły.
Oboje przyjęli Mroczny Znak, przekonani, że był dowodem, iż Czarny Pan dostrzegł ich wartość.
Trixie zapłaciła za niego utratą szkoły.
Draco miał wrócić do swojej po to, by wykonać zadanie, które mogło go zabić.
Po raz pierwszy nie wiedziała, które z nich Voldemort ukarał bardziej.

3 comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *